kreatywnaekipa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2009

Żeby nie było, że nic nie robimy ;P



Długo się przymierzaliśmy do stworzenia kolejnej rzeźby ze śniegu. Zwykle nie odpowiadały warunki pogodowe, bo przez ostatnie parę dni cały czas sypało śniegiem, a pod wieczór przychodził mróz nie do wytrzymania. W końcu nadszedł idealny dzień i wzięliśmy się do roboty. Jak zwykle zaczęliśmy od śniegowego klocka, jeszcze większego niż ostatnio.
 

 

O dziwo ten etap przebiegł niezwykle szybko i sprawnie, pomimo faktu, że niektórzy się nieźle obijali :> Od tego momentu mieliśmy zamienić klocek w dłoń trzymającą kulę. Całkiem inaczej sobie wyobrażaliśmy przebieg prac, „wystarczyło” w sumie ociosać kulę i dolepić palce. Rzeczywistość, jak zwykle, okazała się brutalna. Przerobienie sześcianu na kulę jeszcze było w miarę proste, ale wykonanie dłoni to całkiem inna bajka. W międzyczasie przez „plac budowy” przewinęło się trochę ludzi i Kreatywna Ekipa rozdzieliła się na 2 ekipy… i nagle obok dłoni zaczęła powstawać jeszcze jedna rzeźba! Powstała wielka butelka piwa, która też nie była tak prosta do zrobienia jak się wydawało. Aczkolwiek zajęła o wiele mniej czasu.

Dłoń zaczęła nabierać coraz to bardziej proporcjonalnych kształtów. Na koniec zajęliśmy się kostkami, paznokciami i ogólnym wyrównywaniem. Z jednej strony potraktowaliśmy rzeźbę nieco po macoszemu, widać niedopracowanie z tej strony, ale trudno :) Znów przychodzi odwilż i chyba nie zdołamy zrobić następnej rzeźby, ale kto wie, kto wie… Podziwiajcie zdjęcia :)

      

Nadszedł czas, aby przedstawić światu nasze kolejne dzielo. Kilka dni po stworzeniu kobiety idealnej, zachęceni sukcesem poprzedniego projektu, postanowiliśmy zrobić coś innego, lepszego i na wiekszą skalę. Pogoda znowu nam nie sprzyjała. Temperatury były na tyle niskie, że śnieg nie chciał się lepić. Nie było mowy o tym, żeby utoczyć wielką kulę i zacząć w niej rzeźbić. Jednak przeciwności nie zraziły nas i postanowiliśmy zebrać śnieg w jedno miejsce, ubić go i wtedy zacząć budowę. Na tym etapie nie zastanawialiśmy sie jeszcze co zrobimy. Złapaliśmy za łopaty i zaczęliśmy zagarniać biały puch z boiska. Gdy nazbierała się już dość spora kupa śniegu, przy użyciu kilku desek i wspomnianych wcześniej łopat zaczęliśmy formować prostopadłościan.
 

Free Image Hosting at www.ImageShack.us 

W czasie budowy kilkukrotnie przeprowadzaliśmy burzę mózgów, bo nadal nie wiedzieliśmy co tak właściwie robimy. Padło kilka naprawde ciekawych pomysłów, takich jak: pralka, smok, kibel, facet na kiblu, facet z głową w kiblu… wielka dłoń trzymająca kulę, ogromny „fuck” i wiele innych. Ostatecznie jednak zdecydowaliśmy się na wielką czaszkę.

Jako że wielki prostopadlościan nie ma nic wspolnego z czachą, musieliśmy przyciąć trochę konstrukcję, co swoją drogą było dobrym sposobem na rozluźnienie po około dwoch godzinach zbierania i formowania śniegu. Zaczęliśmy się wyżywać na naszym klocku m.in. za pomocą „noża”. Z minuty na minutę rzeźba nabierała kształtów. Pod koniec zajęliśmy się szczegółami, krzywymi zębami itd.


 


Robiła się już późna godzina. W pewnym momencie przyszła jakaś pani z aparatem i doceniła nasze starania. Nieźle nas podbudowała :) Spryskaliśmy jeszcze czachę wodą, żeby dodać jej nieco wytrzymałości. Na sam koniec włożyliśmy w oczodoły świeczki, dzięki którym czacha wzbudzała odpowiedni respekt ;) Korzystając z lamp telefonów komórkowych cyknęliśmy parę klimatycznych fotek, po czym postanowiliśmy się zwinąć.

     

W drodze powrotnej niestety napotkaliśmy na niezadowoloną z naszych poczynań osobę, ale cóż, było to zwykłe nieporozumienie :P Co ciekawe piekielna czacha wytrzymała parę dobrych dni zanim ktoś postanowił się na niej wyżyć. Jak zwykle, jesteśmy dumni z naszej rzeźby i na pewno zrobimy następną, to tylko kwestia czasu…

Mieliśmy opisać nasze wcześniejsze dzieło, ale to może jeszcze poczekać.
 Tymczasem przedstawiamy wam nasz najnowszy „nabytek”, który przez ostatnie kilkanaście lat stał samotnie w opuszczonym domu, czekając na swoją chwilę.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

No a tak bardziej serio, to dostaliśmy ten rower od kumpeli. Zleciła nam, abyśmy go odpicowali, czyli misja z serii „pimp my fahrrad”. W planach mamy delikatne zmiany, wszystkie z naciskiem na styl retro.

Zimny i paskudny wieczór. Jak zazwyczaj staliśmy na dworze i nie mieliśmy co ze sobą zrobić. Wtem jeden z kumpli rzekł: „zróbmy coś… kreatywnego!”. Wszyscy zamarli na chwilę. Zaczęliśmy się zastanawiać, co właściwie można zrobić fajnego w taką pogodę?
Bałwana… ale nie byle jakiego! Jeden kumpel zrobił sobie kulę ze śniegu i przerobił ją na „serce”, choć dla niektórych bardziej przypominało to dupę. Trzy sniegowe kule ułożone na sobie nie robią na nikim wrażenia, więc podnieśliśmy sobie poprzeczkę o wiele wyżej. Postanowiliśmy wyrzeźbić w śniegu kobiecą postać siedzącą na ławce. Wcześniej wspomniane „serce” idealnie nadawało się na tyłek dla naszej lodowej damy. Był niezły mróz, toteż śnieg nie lepił się tak jak byśmy chcieli. Wykorzystaliśmy chyba ze 3 sporych rozmiarów kule śniegowe, w których później rzeźbiliśmy. Z kobiecymi atutami było najwięcej zabawy, bo wszystko miało być „idealne” :) Ukończona postać dostała nazwę „Gienia” i została upamiętniona na zdjęciach :)

Była to idealna dziewczyna, nic nie mówiła, lubiła towarzystwo chłopaków. Ujawniły się nasze zdolności w rzeźbieniu. Na następny dzień królowej śniegu już nie było… A my poczuliśmy, że musimy stworzyć kolejną rzeźbę. O tym jednak napiszemy kiedy indziej.

Jednym z ciekawszych projektów i zarazem nielicznych, które były przynajmniej po części zaplanowane i przemyślane, była urodzinowa półka na winyle, dla kumpla. Zlecenie dostaliśmy od tajemniczej i zagadkowej kobiety o czerwonych jak ogień włosach (czyt. jego dziewczyny). Na początku wiedzieliśmy niewiele.
„Półka ma być praktyczna, rzucająca się w oczy, dopracowana i zaskakująca”… Projekt półka rozpoczął sie na ławce przed Castoramą, gdzie otrzymaliśmy szkic, oraz ogólne wskazówki na temat przeznaczenia. Po zapoznaniu się z dokumentacją wyruszyliśmy na poszukiwania materiałów. Przemierzając kolejne alejki wypełnione tonami artykułów, wypatrywaliśmy „czegoś” co mogłoby się przydać…
Kolejnego dnia zaczęliśmy budowę. Kilka płyt wiórowych, dwie metalowe rury, dwa wężyki od prysznica wraz z końcówkami (to nie żart), lustro i dziesiątki wkrętów czekały na swoją chwile prawdy. Tego dnia złożyliśmy ze sobą sklejki i rury tworząc w ten sposób szkielet półki. Już w tym momencie byliśmy z siebie dumni :)

 


Ale jeszcze było sporo pracy. Odtąd improwizowaliśmy, razem z pomysłodawczynią wymyślaliśmy wszystko na bieżąco.
Następnym etapem było malowanie, tysiące pomysłów które przewijały sie na początku po naszych głowach, zamieniły się w nieskomplikowane malowanie.
Dwa kolory: czerwony (dolna połowa) i niebieski (reszta), okazały się najlepszym połączeniem. Oczywiście nie mogliśmy pozwolić na proste przejście z jednej barwy w drugą, tak więc powstały czerwone plomienie wdzierające się na niebieskie pole… Na koniec artystyczne motywy (związane z muzyką) na dwoch poziomach i kwestie malowania mieliśmy za sobą. Warto jeszcze nadmienić, że w pewnym momencie środkowa półka miała krawędzie pomalowane na żółto. Taka mała rzecz, a półka natychmiastowo zrobiła się zbyt dziecinna i trzeba było szybko zamalować to, żeby nikt nie zauważył tej wtopy…
Na tym etapie półka wyglądała już dobrze, ale jeszcze nie oszałamiająco. Nadszedł czas na wykombinowanie jakiegoś oświetlenia. Jako, że projekt był nietuzinkowy, postanowiliśmy że oświetlenie także musi robić wrażenie. Pomysłów było naprawde wiele, ale żaden nie przekonał nas na tyle, aby został wdrożony. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na dwa halogeny w kolorach półki (niebieski i czerwony) na wysięgnikach, oświetlających odpowiednie części płyty trzymającej całą konstrukcę w pionie. Do wykonania wysięgników wykorzystaliśmy kawałki starej rury wydechowej i kilka kawałków metalu (w fazie koncepcyjnej były to uchwyty prysznica, na szczescie nie użyliśmy ich z różnych względów). Kable zasilające zostały ukryte w przewodach prysznicowych, dzięki czemu nie szpeciły całości.
W międzyczasie stwierdziliśmy, że półce brakuje czegoś co sprawi, że będzie jedyna w swoim rodzaju i tu zdecydowaliśmy się na poświęcenie starego lustra (czym jest 7 lat nieszczęścia w porównaniu z radością na twarzy kumpla). Po rozbiciu wspomnianego już lustra (co wcale nie było takie proste) ułożyliśmy jego kawałki na tylnej ścianie półki i przykleiliśmy je na kształt płomieni, ponad którymi przymocowaliśmy płytę winylową. Światło padające na lustra pięknie się rozpraszało.


Wszystko razem okazało się naprawde niesamowitym pomysłem i niezłą zabawą. W momencie „przekazania” półka wyglądała świetnie. Godziny spędzone w garażu z wiertarką i szlifierką opłaciły się. Efekt możecie ocenić sami, dla nas była to naprawde ciekawa przygoda i możemy szczerze przyznać że jesteśmy dumni z „prezentu”.
 

Na wstępie chciałbym podkreślić, że nie jesteśmy grupą maniaków, siedzących całymi nocami nad skomplikowanymi schematami i obmyślających projekty jakich przeciętny czlowiek nie jest w stanie pojąć.

Jesteśmy garstką studentów, którzy czasem mają przedziwne pomysly … Znamy się od lat, niektórzy od dziecka, spędzamy ze sobą dużo czasu, który trzeba jakoś wykorzystać w taki lub inny sposób. Większość projektów powstała pod wpływem niesamowitej nudy, spontanicznie, można nawet rzec że przypadkiem.

Blog Kreatywna Ekipa powstał po to, by w jednym miejscu zebrać wszystkie nasze dotychczasowe wyczyny oraz plany na przyszłość.
W kolejnych postach przedstawimy najciekawsze pomysły.

Pierwsza notka, która z resztą jest jedynie próbą możliwości nowego bloga.
Ambitny pomysł, determinacja… a czasem przypadek, czy zwykła głupota to właśnie dzieki nim powstał blog o wyczynach garstki ludzi, którzy odkryli swoje powołanie. A mianowicie, tworzenie rzeczy niezwyklych, nietuzimkowych… niepotrzebnych, ale za to robiących wrażenie.
Już niebawem pojawią się tu zdjęcia, filmiki i opisy projektów które zakończyły się powodzeniem (a bynajmniej nie kompletną klapą).
To naprawde warto zobaczyć!!

  • RSS