kreatywnaekipa blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2009

Coś jednak w międzyczasie robimy, niektóre rzeczy nabierają połysku. Teraz tylko pojawił się problem z umiejscowieniem śrubek, nie wiadomo która gdzie ma iść. Wciąż szukamy kółek, namiary na pewien sklep już są, tylko trzeba się tam wybrać. Postępy małe, ale zawsze jakieś, fotki wkrótce ;)

Rama dostała warstwę bezbarwnego lakieru, nie obyło się bez „kłopocików”, ale sytuacja została opanowana. Fiolet nabrał połysku i stał się odrobinę ciemniejszy. Przy widełkach znajdował się mały plastik, który wszystkich denerwował swoim szkaradnym wyglądem, więc został pomalowany na biało.




Chwilę nam zajęło przypomnienie sobie w jaki sposób była zamontowana kierownica. Metodą prób i błędów udało się. Łożyska zostały przesmarowane i wszystko działa jak należy. 

Na samym początku dzwonek po ściągnięciu z kierownicy wyglądał dość… ciekawie. Prawie jakby był po powodzi. I nie chciał dzwonić :(


Wylądował na chwilę w benzynie, został całkowicie rozebrany, wyszorowany, a na końcu oczywiście wypolerowany. Niestety nie ma zdjęcia jak wyglądał dzwonek z zewnątrz przed zabiegiem, ale uwierzcie, wyglądał nie lepiej niż w środku :)

A tu już zamontowany, uchwyt też po polerce.

Wypolerowane Błotniki czekają na wielki moment, zresztą my też :)

Zaszło wiele zmian. W końcu udało się pomalować wszystkie elementy.

Artystyczne ujęcie narzędzia pracy :)

Osłona pomalowana na biało, za pierwszym razem wyszły zacieki i było strasznie nierówno. Delikatne wyrównanie papierem ściernym i druga warstwa dały pożądany efekt.

W międzyczasie tylne koło zostało pozbawione ośki.

Po kąpieli w benzynie i wyczyszczeniu.

W końcu nadeszła oczekiwana przez nas chwila. Ściągnęliśmy ramę z imadła, wstrząsneliśmy lakierem z odpowiednią siłą i mocą. Próbne psiknięcie na ścianę. Zaczęliśmy malowanie ramy. Chwilę później było po wszystkim. Kolor powalił nas na ziemię. Przez najbliższe 10 minut nie mogliśmy wyjść z podziwu. Fioletowy metallic to był dobry wybór, z białymi wstawkami będzie wyglądał idealnie. Jak już emocje opadły, to zaczęliśmy wyłapywać niedomalowane miejsca, jakieś błędy itd.

Pomalowaliśmy bagażnik na biało, ze względu na to, że skończył się nam fioletowy metallic. Poza tym stwierdziliśmy, że z tyłu będzie za mało białego, więc trzeba to jakoś zrównoważyć. Było już późno, więc nie było mowy o nałożeniu bezbarwnego lakieru. Zostawiliśmy to na kiedy indziej. Lakier przeschnął, przykryliśmy ramę workami i zwinęliśmy interes, już od tej farby wszystkim zaczęło się robić aż nazbyt wesoło :)

 

Kolejny mały update.


Usuwanie resztek farby i przygotowywanie do malowania… „Fuck” niezamierzony :)

 

.Następnie wszystko dostało swoją dawkę podkładu.

   

Oprócz tego skończyliśmy polerować jeden błotnik, a poniżej macie porównanie :)

Wbrew pozorom jak dotąd zrobiliśmy przy rowerze już dość dużo, tylko nikomu się nie chce robić aktualizacji :P Jesteśmy teraz w fazie obmyślania pewnych problematycznych kwestii, po ich rozwiązaniu znów ruszymy pełną parą.

Wszystkie drobniejsze części i łańcuch (który już został wyczyszczony) wylądowały w pojemniku.

Najbardziej czasochłonna i parszywa robota… Można było zedrzeć tą farbę na wiele sposobów, my wybraliśmy ten najtrudniejszy. Wiertary + szczoty i dużo cierpliwości. Braliśmy pod uwagę też rozpuszczalniki i benzynę, ale potrzebowalibyśmy basenu, żeby wrzucić ramę i samo by zeszło :)
  

Łożyska zostały rozebrane, wymyte i złożone.
  

Czyszczenie i polerowanie co poniektórych elementów.

Po lewej efekt końcowy polerowania, po prawej przejechane tylko papierem ściernym.

W następnym odcinku – malowanko :)


  • RSS