Zaszło wiele zmian. W końcu udało się pomalować wszystkie elementy.

Artystyczne ujęcie narzędzia pracy :)

Osłona pomalowana na biało, za pierwszym razem wyszły zacieki i było strasznie nierówno. Delikatne wyrównanie papierem ściernym i druga warstwa dały pożądany efekt.

W międzyczasie tylne koło zostało pozbawione ośki.

Po kąpieli w benzynie i wyczyszczeniu.

W końcu nadeszła oczekiwana przez nas chwila. Ściągnęliśmy ramę z imadła, wstrząsneliśmy lakierem z odpowiednią siłą i mocą. Próbne psiknięcie na ścianę. Zaczęliśmy malowanie ramy. Chwilę później było po wszystkim. Kolor powalił nas na ziemię. Przez najbliższe 10 minut nie mogliśmy wyjść z podziwu. Fioletowy metallic to był dobry wybór, z białymi wstawkami będzie wyglądał idealnie. Jak już emocje opadły, to zaczęliśmy wyłapywać niedomalowane miejsca, jakieś błędy itd.

Pomalowaliśmy bagażnik na biało, ze względu na to, że skończył się nam fioletowy metallic. Poza tym stwierdziliśmy, że z tyłu będzie za mało białego, więc trzeba to jakoś zrównoważyć. Było już późno, więc nie było mowy o nałożeniu bezbarwnego lakieru. Zostawiliśmy to na kiedy indziej. Lakier przeschnął, przykryliśmy ramę workami i zwinęliśmy interes, już od tej farby wszystkim zaczęło się robić aż nazbyt wesoło :)